LA FORTUNA


























Dziś poznałam co oznacza ten kostarykański raj , o którym tyle się naczytałam. Leżałam  w ciepłej 
  rzece/ ogrzanej przez wody termalne/,dookoła była bujna zieleń, skrzeczały  ptaki  i na brzegu wędrowało koati - czego więcej chcieć do szczęścia ?

Ale od początku, wczoraj przejechałam z Alajuela do La Fortuny autobusem rejsowym, choć wszystko było inaczej niż miało być, ale widzę że tu się do tego trzeba przyzwyczaić , jakoś ludzie cię  pokierują - pura vida jak to mówią Ticos/ Kostarykańczycy/- bardzo są przyjażni i pomocni.

Hotel mam dziś super- przede wszystkim cicho i piękne otoczenie, budynek nowocześnie urządzony, ale nie ma już tego klimatu co w prywatnym domu.

La Fortuna  znana jest z wulkanu Arenal , żródeł termalnych  i wodospadów.

Od razu po przyjeżdzie poszłam właśnie na kilkukilometrowy spacer do wodospadów na rzece Fortuna.

Dziś byłam na trekingu pod wulkanem Arenal i w powrotnej drodze trafiłam  na  naturalne żródła termalne / oczywiście za podpowiedzią Kostarykańczyka/ . Pomoczyłam się tam z godzinkę i powrót do La Fortuny, akurat trafiłam w samą porę na autobus- dziś  sprzyjało mi szczęście.

Zorganizowanie samodzielnie tu takiej wycieczki wymaga dużo  samozaparcia, oczywiście Ticos organizują wszystko turystom/ z tego żyją/  , ale  wtedy stówki dolarów aż furczą , a ja mam tu być miesiąc, więc podchodzę do tego ostrożnie.

Ptaków i zwierzaków różnych jest tu cała masa , tylko trzeba uważnie  obserwować, jest tu botaniczny raj.


Komentarze